8.04.2007

Analiza sytuacji w WRS

Pisanie analizy sytuacji w tabeli jest oczywiście mało sensowne gdy do rozegrania zostało więcej spotkań niż się odbyło. Co więcej zazwyczaj działa demoralizująco, niemniej jednak spróbuję. Ten kto pisał terminarz w II lidze najwyraźniej celowo układał go pod zespoły Eter i KS Nadstal. Oba zespoły są na razie niepokonane, oba spotkają się dopiero w ostatniej kolejce i jak na razie żaden zespół nie spotkał się obiema tymi drużynami. To w znaczący sposób utrudnia dokonanie jakichkolwiek porównań.

Sytuacja ułożyła się w tabeli na tyle ciekawie, że zarówno Eter jak i KS Nadstal grają teraz od najsłabszych do najsilniejszych ekip.

W 4 kolejce KS Nadstal zagra z ostatnią drużyną w tabeli – spadkowiczem z I ligi Crown, który jedyny set jak na razie wygrał z Eterem. Eter zaś zagra z przedostatnią drużyną w tabeli – Sobieski Volley Team, która jedyny punkt zdobyła właśnie w spotkaniu z KS Nadstal.

W 5 kolejce ciąg dalszy korespondencyjnego pojedynku. KS Nadstal zagra z szóstą ekipą – Absolwentami (3 punkty w meczu z Crown i 1 set urwany Eterowi), Eter zmierzy się z Mira – Paco, co może okazać się rewanżem za 2 porażki w poprzednim sezonie (o tak, niektórzy będą mieli coś do udowodnienia). Mira – Paco jest drugą drużyną, która urwała jak na razie punkty wiceliderowi drugiej ligi.

O ile potknięcia prowadzących drużyn w czwartej i piątej kolejce są mało prawdopodobne, o tyle od szóstej kolejki rozpoczyna się decydująca faza rozgrywek II ligi. Eter zmierzy się z Kropkiem, który jedyną porażkę zanotował w meczu z KS Nadstal i wciąż ma szanse na to by włączyć się do walki o czołowe lokaty. KS Nadstal czeka ciężka przeprawa z chimeryczną drużyną Wkrótce, która potrafi przyjść na mecz w czteroosobowym składzie (i co więcej - wygrać go!). Ta kolejka okaże się kluczowa dla końcowego układu w czołówce tabeli, gdyż w dwóch meczach zmierzą się 4 czołowe drużyny ligi.

Kolejka numer 7 może być grą o pietruszkę, jeśli Eter wygra z Kropkiem, a Wkrótce wygra w tie-breaku z KS Nadstal. Tabela wtedy wyglądałaby tak (zakładając brak niespodzianek w 4 i 5 kolejce.

  • Wkrótce 14
  • KS Nadstal 14
  • Kropek 12
(oczywiście zakładamy, że interesuje nas tylko kto wygra)

Gdyby zaś Eter przegrał z Kropkiem, tabela wyglądałaby zupełnie inaczej:

  • Eter 15
  • Kropek 15
  • Wkrótce 14
  • KS Nadstal 14

Eter zmierzy się na koniec z KS Nadstal, a równie ważnym meczem może okazać się spotkanie Wkrótce i Kropka.

Emocje potrwają zapewne aż do ostatniej kolejki. Wygrane KS Nadstal i Eteru w szóstej kolejce zamienią ostatnią kolejkę w mecze o pierwsze i trzecie miejsce w grupie. Wygrane Kropka i Wkrótce odłożą wszystkie rozstrzygnięcia do ostatniej kolejki.

A co to oznacza dla nas? Trzeba wygrać 3 najbliższe mecze a potem tylko pokonać KS Nadstal ;P Czego sobie i wszystkim życzę.

5.04.2007

Ursynowska Liga Czwórek - spotkanie 5.IV

  • Dziuba
  • Karol
  • Jastrząb
  • Czajnik
W tym składzie zagraliśmy 2 bardzo kiepskie sety, które przegraliśmy 1 punktem. Dziewczyny wpuszczały serwy między siebie, a Dziuba miał wybity palec (i jak na to wystawiał super). Ja natomiast byłem jakiś nieswój, jakbym się podtruł wczorajszym obiadkiem... Nie mogłem się wbić z serwem przez całe spotkanie, a moje odbiory pozostawiały wiele do życzenia.
Pozostałe 2 sety wygraliśmy 9 punktami, a 5 seta nie było, bo 1 drużyna się nie zjawiła. I tym sposobem całość wygraliśmy na małe punkty, ale niestety decyduje liczba zwycięstw, więc zajęliśmy kolejne 3 miejsce w grupie D...
Cóż, okazuje się, że szans na finał D nie mamy... Ale i tak napieramy, napieramy, napieramy, napieramy, napieramy!!!
Przypominam, że link do aktualnego rozliczenia jest w sprawach onanizacyjnych.

1.04.2007

Eter górą

Również i tym - trzecim - razem "Eter" odniósł pozornie pewne, 4-setowe zwycięstwo.
A jakże, my zawsze trzeciego seta przegrywamy ;-) Tyle że tym razem przeciwnik rzeczywiście nam zagroził: w końcówce czwartego seta przegrywaliśmy 23:24 i tylko dzięki solidnej czapie (Wygos), skutecznym (niezepsutym) serwom Winiego oraz wspaniałemu duchowi walki całej drużyny udało się wygrać tego seta i tym samym spotkanie. A kto wie co mogłoby się w tie-breaku wydarzyć, zwłaszcza że właśnie drużyna Wkrótce z Bredziakiem na czele słynie z wygrywania trzech ostatnich z pięciu setów.

27.03.2007

Ursynowska Liga Czwórek - spotkanie 27.III

Dzisiaj pierwszy raz w grupie "D". Zgodnie z regułą "małych kroczków" postanowiliśmy zadomowić się w tej grupie jeszcze na jedno spotkanie, żeby dobrze rozeznać grunt przed szturmem na grupę "C". Ale to nie koniec pierwszych razów :) Dzisiaj po raz pierwszy zawitał w nasze szeregi Karol (Lolek), nasz nowy lewoskrzydłowy. Debiutanckie spotkanie wypadło bardzo dobrze. Co prawda nie wyszliśmy z grupy, ale atmosfera w drużynie i zaangażowanie zawodników pozwala patrzeć z optymizmem w przyszłość.
Pierwsze spotkanie ułożyło się dla nas trochę niekorzystnie. Nowe ustawienie sprawiło, że zaczęliśmy seta dość nieśmiało i taki stan utrzymywał się przez całe spotkanie. Ostateczenie skończyło się na 4 punktowej wygranej przeciwników. Drugi set należał do zażartych, początkową przewagę naszych przeciwników udało się jednak zniwelować głównie dzięki powalającym atakom Czajnika i dobrej współpracy całej drużyny. Końcówka również była emocjonująca i losy spotkania rozstrzygnęły się w ostatnim punkcie. W kolejnych dwóch spotkaniach wdrożyliśmy się już w grę i bez większych problemów rozstrzygnęliśmy je na swoją korzyść odpowiednio z 6 i 8 punktową przewagą. Ostatni set był najbardziej wyrównany. Żadna z drużyn nie zdobyła 3 punktowej przewagi. Dopiero w końcówce seta seria naszych indywidualnych błędów pozwoliła przeciwnikom rozstrzygnąć go na swoją korzyść z wynikiem 25:22.
Nasza dzisiejsza dyspozycja i duch walki obecny przez wszystkie spotkania napawa nadzieją na przyszłe sukcesy. Z przyjemnością muszę stwierdzić, że drużyna staje się coraz bardziej zgrana i widać po nas radość z gry. Jak narazie skoncentrujemy się na treningu (nie tylko na sali :D ) i z niecierpliwością będziemy wyczekiwać kolejnego spotkania.
Czajnik:A po wszystkim Piter stwierdził, że mu się podobało na środku - zatem zapowiada się, że będziemy mieć na tej pozycji stałego gwoździobijcę ;-)

16.03.2007

Początek sezonu 2007 na plaży

Radość wielka objawiła się plażowiczom w dniu dzisiejszym! Dzisiaj 16 marca odbyło się na szczęśliwickiej plaży otwarcie sezonu w Siatkówkę Plażową!!!
Udział wzięli: Czaja, Piter, Dziuba, Karol, Wygos i Piotrek.
Nastroje były podniosłe, jak przystało na premierę :) Udało nam się rozegrać mecze w taki sposób, żeby każdy miał szanse zagrać z każdym. Pogoda nas nie rozpieszczała, słońce raczej chowało się za chmurami a chłodny wiatr dawał znać o sobie, mimo to pewni delikwenci grali bez koszulki :D Nasze pierwsze spotkanie nie stało na wysokim sportowym poziomie, nikomu nie trzeba wyjaśniać jak trudno wejść w grę na piasku po półrocznej ponad przerwie. Mimo to, dookoła boiska przystawali zaciekawieni obserwatorzy, a Dziuba nawet dostał kwiatka od jednej przypadkowo (?) przechodzącej tamtędy niewiasty. Trzeba podkreślić, że jest to absolutnie precedensowy przypadek gry w Plażówkę w połowie marca :) Jeśli tylko pogoda i duch bojowy się utrzymają to sezon zapowiada się owocnie. W planach mamy stworzenie gałęzi naszej drużyny Eter specjalizującej się w Plażówce. Jak narazie mamy Eter w szóstkach, czwórkach (wkrótce) więc dwójki narzucają się same :)
Spotkanie było oczywiście pilnie obstawione przez Papparazzi, a przez nasze różnorakie układy weszliśmy w posiadanie zrobionych zdjęć, które wcześniej czy później się tu pojawią. Teraz tylko czekamy na pogodę, żeby kontynuować spotkania na Plażówce :)
I nareszcie długo oczekiwane fotki od Dziuby!
Plaża

15.03.2007

Kociaki Kamy

Kamie urodziły się 3 kociaki...
Kociaki Kamy 2007

1.03.2007

MPSzW i AZS Winter Cup 2007

W tym roku na najważniejszych narciarskich zawodach akademickich występ naszej sekcji był jak zwykle udany. Niezwykle udany natomiast okazał się występ mój własny.
Mistrzostwa Polski Szkół Wyższych... O ile eliminacje poszły mi gładko, to w finałach napotkałem komplikacje..
Pierwszy przejazd Giganta jechałem delikatnie i spokojnie jak panienka i niemało się zdziwiłem, gdy się okazało, iż ukończyłem go na nie byle jakim miejscu 10. Niby zmobilizowany, ruszyłem w drugim przejeździe znów jak wyżej wymieniona panienka. Ale na moje szczęście na 4 tyczce były kamienie. Odruchowo - jak zwykle - je ominąłem kosztem cennych setnych sekundy i wtedy właśnie dotarło do mnie, że... OGIEŃ! No i dalej już pojechałem jak człowiek.
Do startu w slalomie podchodziłem całkiem niezadowolony z wyniku eliminacji, który mnie zmuszał do startu jako siódmy. A konkretnie niezadowolony z tego, że przede mną po ciapie przejedzie tylko 6 zawodników, nie odgarną miękkiego śniegu na bok i ja - jak zwykle w takich warunkach - będę się w tej ciapie zakopywał, zamiast jechać.. Tak też było, a że dołożyłem jeszcze parę niewymuszonych błędów od siebie, skończyłem pierwszy przejazd na 15 miejscu. Żeby !@#$ chociaż na 16! Ale nie, musiało to być 15. Dlaczego mi nie pasuje? A no dlatego, że w drugim przejeździe startuje odwrócona 15. Nie 16, nie 30, tylko właśnie 15. Więc jak łatwo się zorientować, w drugim przejeździe startowałem pierwszy. Grr, ciapa, miękko, zakopię się.. Wkurzyłem się i pojechałem dobrze. Tzn. to, co umiem najlepiej. Rzadko mi się to udaje, ale tym razem się udało. No i skończyłem w slalomie na 11 miejscu.
W między czasie były jeszcze Akademickie Mistrzostwa Warszawy połączone z kolejną eliminacją Winter Cup'u. Po dobrym losowaniu wygrałem Gigant oraz pierwszy przejazd slalomu i prawie wygrałem też drugi.. Cóż, prawie robi wielką różnicę: na 7 tyczek przed metą myślałem, że już mam całość za sobą i prawie mnie wyrzuciło z trasy. Zaliczyłem hamowanie, ale slalom ukończyłem - na 3 miejscu.
I wreszcie przyszedł czas na finał AZS Winter Cup. Ze względu na kiepskie warunki wysoko-temperaturowe oraz brak czasu, onanizatorzy zaplanowali po 1 przejeździe Giganta i Slalomu. Gigant znów wygrałem i wtedy dotarło do mnie, że za najlepszy wynik w sumie czasów G+S są do wygrania narty. Zatem się troszkę spaliłem i lekko dałem d..y na slalomie. Na metę dojechałem jako pierwszy i stamtąd obserwowałem kolejnych zawodników. Rojkowi podwinęła się noga - uff. Chomik - wyprzedził mnie w slalomie, ale w sumie czasów pozostał o 10 setnych za mną - podwójne uff. I W tym momencie utworzyła się całkiem ciekawa sytuacja: Jeśli nikt nie wyprzedzi Chomika w slalomie, to on wygra generalkę, a ja finał (narty). W przeciwnym razie generalkę wygram ja, ale jak ktoś wyprzedzi Chomika, to prawdopodobnie też mnie (10 setnych różnicy), co oznacza, że wygra moje narty ;-). I pojechał Andrzej Olczak. I wstrzelił się idealnie: wygrał slalom z Chomikiem o 1 czy 2 setne, ale przegrał finał ze mną. I tym sposobem wygrałem zarówno finał, jak i generalkę - trudno o większego farta.
Mistrzostwa Polski Szkół Wyższych i AZS Winter Cup Zakopane 2007
No i wyniki: